piątek, 27 czerwca 2014

DERMEDIC SERUM NAWADNIAJĄCE TWARZ, SZYJĘ I DEKOLT

Witam Was :) 





Dzisiaj zapraszam na recenzję produktu do pielęgnacji twarzy, który mogę już szczerze okrzyknąć ODKRYCIEM ROKU 2014! A mowa o SERUM NAWADNIAJĄCYM TWARZ, SZYJĘ I DEKOLT z serii HYDRAIN3 Hialuro marki DERMEDIC, z którą już zapewne spotkałyście się na moim blogu, ponieważ uważam, iż jest to jedna z lepszych(a może i najlepsza) firma produkująca dermokosmetyki. Moja twarz i ciało są mi wdzięczne za używanie tych kosmetyków :).


Seria HYDRAIN3 Hialuro :
Woda jest niezbędna jest do prawidłowego funkcjonowania organizmu, a jej niedobór w organizmie powoduje odwodnienie, co uniemożliwia prawidłowe funkcjonowanie jego poszczególnych układów. To z kolei wiąże się z zaburzeniem procesów życiowych. Nawet niewielki niedobór wody w skórze może doprowadzić do poważnych zakłóceń w procesach odnowy tkankowej i rozregulowania systemów ochronnych.
Dermokosmetyki Dermedic z serii HYDRAIN3 Hialuro to kompletna terapia nawilżająca do stosowania w pielęgnacji nawadniającej skóry odwodnionej bądź suchej, każdego typu.




Od producenta : 


Zabezpiecza skórę przed utratą wilgoci – Olej migdałowy z dużą zawartością kwasu oleinowego oraz linolowego ze szczególnie silną zdolnością zmiękczania naskórka i wzmacniania lipidowej bariery ochronnej skóry. 


Ujędrnia i chroni przed przedwczesnym starzeniem – witamina E wzmacnia działanie antywolnorodnikowe preparatu.

Wzmocniony, skoncentrowany system nawadniania skóry – Hialuronic acid – kwas hialuronowy w 15% dawce powoduje 57% wzrost nawilżenia skóry po 15 minutach od nałożenia preparatu i aż 43% nawilżenie nawet po 2. godzinach działania.

Natychmiast wygładza skórę – Velvesil 125 tworzy delikatny film na skórze, wygładzając drobne nierówności.

Do stosowania na noc i na dzień. Nie zatyka porów. Skoncentrowana ilość składników aktywnych. Delikatna konsystencja doskonała pod makijaż.


Opakowanie : 

Buteleczka z matowego, błękitnego szkła została zapakowana dodatkowo w kartonowe pudełko, na którym są zawarte wszystkie informacje dotyczące produktu. Właściwe opakowanie to wspomniana buteleczka o pojemności 30 ml. Została ona wyposażona w pipetkę i dla mnie jest to strzał w 10! Przypominają mi się uczelniane czasy, podczas których na ćwiczeniach laboratoryjnych uwielbiałam odmierzać poszczególne składniki tą metodą. Ponadto w tym wypadku zakraplacz idealnie współgra z konsystencją serum. 



Konsystencja i kolor : 

Serum posiada dość rzadką, lekką konsystencję rozwodnionego kremu/mleczka, która jest niezwykle delikatna i aksamitna. Pipetka dozuje odpowiednią ilość serum i samo nanoszenie go na twarz jest czystą przyjemnością. Tak bardzo polubiłam się zarówno ja, jak i moja skóra z tym produktem, że aż nie mogę doczekać się kolejnego i kolejnego nałożeniu tego śnieżnobiałego cuda.




Skład : 

A w nim składniki aktywne : Woda termalna, Kwas Hialuronowy 15%, Olej migdałowy, Witamina E,Gliceryna, Velvesil 125, Phytosqualan – Skwalan



Zapach :

Bardzo subtelny, świeży, lekko mydlany, charakterystyczny dla kosmetyków marki Dermedic. Po nałożeniu serum na twarz, zapach nie jest wyczuwalny. 


Wydajność : 

Serum jest niezwykle wydajne! Używam go rano, pod makijaż oraz na noc już od 7 tygodni, a produktu w buteleczce jest w dalszym ciągu ponad połowa. Czasami(gdy nie miałam makijażu) nanosiłam serum również w ciągu dnia. Oceniam, więc wydajność serum nawadniającego jako świetną! 



Cena : 

ok. 40 zł, lecz np. w SuperPharm bardzo często widzę promocje na kosmetyki właśnie marki Dermedic(ostatnio było -30%)


Dostępność : 

Apteki, apteka połączona z drogerią np. SuperPharm, internet 





Działanie : 

Teraz przechodzę do najlepszej części tej recenzji, ponieważ popłynie lukier. Najlepiej będzie, jak odniosę się do zapewnień producenta i zestawie je z rzeczywistością. Jak wspomniałam, używam serum nawadniającego od 7 tygodni, ale nie dlatego, że nie działa i czekam na efekt. Jest wręcz przeciwnie! Produkt działa wręcz natychmiastowo, bo już po ok. 3 dniach używania zauważyłam, iż moja twarz jest o wiele lepiej nawilżona, uelastyczniona, bardziej promienna i wygładzona. Gdy zaczęłam moją przygodę z serum nawadniającym mogłam się przekonać, jak bardzo odwodniona była moja skóra(choć "na oko" wyglądała dobrze), ponieważ wpijała produkt, jak gąbka. W obecnej chwili nie muszę używać peelingów(bo nie posiadam w ogóle suchych skórek), ani maseczek nawilżających. Serum choć jest leciutkie w swojej konsystencji, to idealnie nawilża i wygładza moją skórę. Już nie pamiętam, jak wyglądają suche skórki. Najlepszy jest jednak fakt, iż efekt jest długotrwały i jeśli nawet zapomnicie nanieść produkt na noc, to rano i tak nie wstaniecie z przesuszoną twarzą. Ostatnio, gdy wychodziłam z dzieciakami na plac zabaw, nie nałożyłam makijażu i (z własnego zapominalstwa) nie posmarowałam się też filtrem przeciwsłonecznym. Te, które śledzą mnie na instagramie wiedzą, jakie były tego konsekwencje :( Właśnie w tym momencie poznałam zbawienne działanie serum, które tak świetnie na początku ochłodziło skórę i dało niezwykłego kopa nawilżenia, iż ani jedna skórka mi nie zeszła(jak to bywa po opalaniu). Niestety serum nie posiada żadnego filtra przeciwsłonecznego, dlatego ja uwielbiam jego zestawienie z tonującym kremem z spf 50 od Ziai(które zbiera różne recenzja, ale ja uwielbiam ten produkt!). Serum sprawia, iż twarz staje się miła w dotyku, widocznie elastyczniejsza. Błyskawicznie się wchłania(nawet jego dość duża ilość), nie pozostawiając jakiejkolwiek lepkiej, tłustej warstwy, a wybitnie dobrze nawilżoną, gładką i miłą w dotyku skórę. Co jest dla mnie ogromnym plusem, to fakt nie zatykania porów. Zastosowane pod makijaż sprawdza się bardzo dobrze-świetnie nawilża, nie powoduje świecenia się skóry, utrzymuje równowagę nawilżenia cery, nie roluje się, nie zbiera nigdzie, współgra z różnymi podkładami np. Revlon ColorStay, Rimmel Match Perfection czy nawet Tonującym kremem z Ziai. Obecnie, w okresie letnim nie widzę potrzeby stosowania na to serum dodatkowego kremu, nie wydaje mi się też, iż w zimie będzie taka potrzeba. Ale, jak to mówią "nigdy nie mów nigdy" i na pewno zrobię Wam tutaj zimową aktualizację. 

Podsumowując...co będę Was tutaj przekonywać słowami. Najlepszą rekomendacją Serum Nawadniającego twarz, szyję i dekolt firmy Dermedic jest fakt, iż posiadam jego kolejne dwa opakowania! :) Uważam, że jest to najlepsze serum, z tych które do tej pory testowałam.





Zapraszam na stronę firmy DERMEDIC i polecam zapoznanie się z innymi dermokosmetykami marki. Używałam już kilku produktów i wszystkie sprawdziły się na mojej skórze świetnie, więc i Wam je rekomenduję! :)







A Wy używałyście Serum Nawadniającego twarz, szyję i dekolt marki Dermedic? 

Jakie macie spostrzeżenia? 

Pozdrawiam, 


niedziela, 22 czerwca 2014

PRZYGODA MOICH WŁOSÓW Z MARKĄ AUSSIE

Witam Was :) 


Dzisiaj zapraszam na moją recenzję kosmetyków Aussie. Nad australijską marką sygnowaną kangurkiem krążą legendy. Produktów tej firmy jedni nienawidzą, a inni je kochają. Jak w przypadku moich włosów sprawdziła się seria Miracle Moist(szampon,odżywka i odżywka bez spłukiwania) oraz kultowy już produkt 3 Minute Miracle Reconstructor ? Opisy kosmetyków są niczym wyjęte z bajki, ale co z tych zapewnień jest prawdą, a co fikcją? Przekonajcie się, zapraszam!





Od producenta : 

Aussie Miracle Moist to linia produktów, która pomaga intensywnie nawilżyć i wygładzić włosy, chroniąc kosmyki przed uszkodzeniami oraz dba o to, aby włosy były zawsze w świetnej kondycji.

SZAMPON Aussie Miracle Moist - to pierwszy krok do zniewalająco miękkich i zdrowych włosów. Orzech makadamia jest czymś więcej, niż tylko zdrową przekąską. To także źródło bogatych olejków odżywczych.

ODŻYWKA Aussie Miracle Moist - cudowna formuła wnika w suche i zniszczone włosy, dzięki czemu stają się one miękkie, gładkie i odżywione. Włosy są miękkie w dotyku, lśniące, łatwiejsze w układaniu i gotowe na nowe wyzwania!

SPRAY Aussie Miracle Recharge Moisture - odżywiająca mgiełka do włosów przesuszonych. Oaza dla włosów, które potrzebują nawilżenia. Pielęgnacja do włosów, która daje nam możliwość odświeżenia włosów dosłownie wszędzie, stworzona dla kobiet aktywnych, możesz ją używać w windzie, po zajęciach fitness, w pracy...wszędzie!

3 MINUTE MIRACLE RECONSTRUCTOR - Dobra wróżka dla włosów, która w magiczny sposób może sprostać wymaganiom Twoich włosów. W ciągu zaledwie kilku minut(a właściwie trzech) sprawi, że Twoje zniszczone włosy staną się gładkie, błyszczące i łatwe do ułożenia. Kojący ekstrakt z Australian Balm Mint pomaga wygładzić szorstką powierzchnię włosów, przeciwdziała rozdwajaniu końcówek oraz pomaga przywrócić gładkość kosmykom.




Opakowanie : 

Trzy kosmetyki zostały umieszczone w białych/kremowych, dość miękkich butelkach z fioletowymi zatyczkami/atomizerem, w których pod światło widać zużycie. Natomiast 3 Minute Miracle Reconstructor posiada butelkę z twardszego plastiku, ze specjalnym niebrudzącym się otworem, który umożliwia dozowanie produktu i w tej wersji opakowania zużycia(nawet pod światło) nie potrafiłam dojrzeć. Pojemności : szampon-300 ml, odżywka-250 ml, odżywka bez spłukiwania 250 ml oraz odżywka 3 Minute Miracle Reconstructor-250 ml.  






Konsystencja i kolor :

Kosmetyki mają dość gęstą, lecz aksamitną konsystencję. Są łatwe w aplikacji oraz wymywaniu ich z włosów. Konsystencja szamponu nie odbiega dużo od tej w odżywkach, jest on po prostu lekką rzadszy, ale wciąż jest to najgęstszy szampon z jakim się do tej pory spotkałam. Produkty charakteryzują się barwą białą z lekką domieszką różu.




Skład : 

Co tu dużo mówić...dla fanatyczek naturalnych kosmetyków, to te produkty nie są :) A, że ja nią nie jestem, to problemu co do składu nie mam. Co innego, jeśli chodzi o kosmetyki do twarzy, ale do włosów, to kilka SLS'ów nie zaszkodzi ;)




Zapach : 

Niektórzy mówią, że jest to zapach gumy balonowej, ja takich skojarzeń nie mam...jak dla mnie to bardziej owocowy i słodki aromat, z którym bardzo się polubiłam :) Choć szampon i odżywka mają lekko inny zapach, niż 3 Minute Miracle Reconstructor. Natomiast przy stosowaniu odżywki bez spłukiwania w momencie pierwszego spryskania włosów czuje tylko i wyłącznie woń alkoholu.



Wydajność : 

Najbardziej wydajna jest odżywka bez spłukiwania w sprayu, następnie klasyczna odżywka, później 3 Minute Miracle Reconstructor, a na samym końcu plasuje się szampon. Jest to "wewnętrzny" ranking, ponieważ i tak kosmetyki marki Aussie są niezwykle wydajne. Używam ich od ponad 5 tygodni, a szamponu(czyli "najmniej wydajnego produktu") nie zużyłam jeszcze nawet połowy :)


Otwory w opakowaniach : 

Spray posiada standardowy atomizer, lecz jest on źle skonstruowany, ponieważ ma małą średnicę rozprysku produktu i muszę bardzo dużo razy zaaplikować go na włosy, pryska on w jedno miejsce o małym obszarze ogromną ilością produktu. Szampon oraz odżywka zostały wyposażone w standardowe "dziubki" na klik, łatwo i wygodnie wydobywa się przez nie produkt. Natomiast odżywka 3 Minute Miracle Reconstructor posiada innowacyjną butelkę typu niekapek, która otwór aplikacyjny posiada w swoim dnie. Po naciśnięciu opakowania z dna wydobywa się odżywka i natychmiast po zatrzymaniu nacisku na nią, otwór samoczynnie się zapyka. Fajne rozwiązanie, jeśli produkt chcemy użytkować tylko w domu. Nie radzę próbować zabierać tego produktu ze sobą w podróż, ponieważ przy jakimkolwiek nacisku odżywka wyląduje na wszystkich ciuchach. Niestety w tym wypadku producent postawił na innowacyjność, a zapomniał o praktyczności.



Cena :

Szampon-19,99 zł, odżywka-19,99 zł, 3 Minute Miracle Reconstructor-23,99 zł, a odżywka bez spłukiwania 24,99 zł. Obecnie produkty można zakupić w promocyjnej cenie w drogerii Rossmann. 


Dostępność : Rossmann, internet



Działanie : 

Szampon - ma dość gęstą, kremową konsystencję i do umycia moich długich i gęstych włosów wystarcza mi go niewielka ilość. Pieni się bardzo dobrze, a uzyskana piana jest "mięsista"? :P przez co samym szamponem myję skórę głowy i włosy przy nasadzie, a uzyskaną pianą resztę włosów na ich długości. Nie przeusza włosów, ani nie wywołuje podrażnień skóry głowy. Włosy po jego użyciu pachną bardzo ładnie, ale zapach ulatnia się dość szybko. Szampon jest według mnie bardzo wydajny, bo(tak, jak pisałam wyżej) używam go od ponad 5 tygodni, a nie zużyłam jeszcze nawet połowy-przy myciu włosów tak co ok.2 dni. Niestety jego największy minus to fakt, że niesamowicie plącze włosy i to już w czasie ich mycia. nie ma mowy o używaniu go samodzielnie(przynajmniej przy włosach takich, jak moje, czyli o długości za łopatki).


Odżywka - jest moim zdecydowanym faworytem z całej czwórki testowanych produktów! W zależności od tego ile mam czasu, to odżywka jest na moich włosach od 2-3 minut(tak, jak zaleca producent) do czasem 20-30 minut. W moim przypadku, im dłużej odżywka pozostaje na włosach, tym lepszy jest efekt jej użytkowania. Po zmyciu po 2-3 minutach włosy są idealnie przygotowane do rozczesywania, ponieważ są śliskie, miękkie, lśniące i ten efekt mnie zadowala. Ale! Po 20-30 minutach trzymania odżywki, praktycznie nie mam co zmywać, bo moje włosy tak wchłonęły ten produkt i dopiero wtedy jej WIELKIE WOW! Po takim czasie widzę, jak bardzo moje włosy potrzebowały nawilżenia i regeneracji, choć na pierwszy rzut oka wyglądają bardzo dobrze. Po takim zabiegu włosy są(tak, jak poprzednio) śliskie, miękkie, lśniące, sypkie i przelatują przez palce i gdy je dotykam czuje, jakby każdy pojedynczy włos był grubszy, mocniejszy. Ponadto po użyciu odżywki, grzebień/szczotka suną po włosach, jak marzenie i nie ma mowy o jakimkolwiek ciągnięciu, szarpaniu, nerwach i łamaniu włosów. Zapach odżywki utrzymuje się na włosach długie godziny! Po umyciu włosów wieczorem, rano cała poduszka była przesiąknięta tym aromatem, a gdy dzieciaki wpadły mi do łóżka, to od razu usłyszałam "jak pięknie pachną twoje włosy!". Innego dnia, po umyciu włosów rano otrzymałam kilka pozytywnych komentarzy zarówno w autobusie, jak i w sklepie, więc zapewniam Was, że zapach jest intensywny, ale nie męczący. 


3 Minute Miracle Reconstructor - ten produkt jest okrzyknięty jakąś tajemniczą sławą, której ja do końca nie rozumiem. Owszem jest to odżywka do włosów, która działa w ciągu tych 3 minut, ale zrobiłam eksperyment i trzymałam produkt(tak, jak poprzednika) na włosach ok. 20 minut,nie było różnicy. Więc ok. Fajnie, że jest odżywka z lekką konsystencją, która działa bardzo szybko, ale teraz większość odżywek trzyma się na włosach przez kilka minut, także nie jest to jakieś spektakularne odkrycie, a i efekty też szału nie robią. Włosy rozczesują się dobrze, choć nie idealnie i nie pachną, tak długo i tak intensywnie, jak po wyżej opisanej odżywce oraz zdarzyło mi się, że po użyciu tego produktu w ciągu dnia włosy bardzo mi się plątały i nie mogłam ich przeczesać palcami. Natomiast co mnie zaskoczyło i nie przypominam sobie, żeby wcześniej miało miejsce na moich włosach, to fakt, że szybciej przetłuszczały mi się włosy od połowy długości i końcówki(czyli dokładnie te, na które był wcześniej nałożony 3 Minute Miracle Reconstructor), niż włosy przy skalpie! Butelka też niby jest innowacyjna i praktyczna, ale tylko, gdy chcemy używać produktu we własnej łazience i cały czas będzie położony na wannie, bo wziąć tego cudaka w podróż się niestety nie da, najmniejsze przyciśnięcie i zawartość opakowania wyląduje w środku naszej walizki. 


Spray - tak, jak uwielbiam odżywki bez spłukiwania, tak tej szczerze nienawidzę! Po pierwsze dość duża pojemność, co może być i plusem i minusem. Plusem, ponieważ produkt jest praktycznie nie do wykończenia i jeśli komuś podpasuje, to będzie się nim długo cieszył, ale minusem dlatego, że tak dużą butelkę niezbyt wygonie trzyma się w dłoni i też zanim zużyjemy produkt, to może on stracić ważność. Atomizer w odżywce bez spłukiwania spray to bardzo wygodna forma, ale konkretnie ten według mnie powinien zostać zmieniony, ponieważ ma za małą średnicę rozprysku produktu i muszę bardzo dużo razy zaaplikować go na włosy, pryska on w jedno miejsce o małym obszarze ogromną ilością produktu. Musiałam pryskać co najmniej 10-15 razy, żeby włosy w miarę pokryły się produktem, a używam takich specyfików od ucha w dół po długości. Stosuje odżywki bez spłukiwania w sprayu, ponieważ ułatwiają mi one rozczesywanie włosów i choć trochę chronią, gdy np. zdecyduje się na prostownice czy lokówkę-co i tak jest rzadkością i występuje u mnie może 2-3 razy w roku. Jeśli chciałybyście właśnie po to stosować produkt od Aussie to zapomnijcie! W kombinacji z szamponem tej samej marki to istna masakra! Nie ułatwia rozczesywania, a plącze(i tak już splątane przez szampon) włosy. Dodatkowo przy rozpylaniu produktu nie czuję tego owocowego, słodkiego zapachu co przy poprzednich kosmetykach, a przebija się wyłącznie woń alkoholu. U mnie ten spray w ogóle się nie sprawdził i polecam nikomu tego produktu. 



Kosmetyki Aussie otrzymałam dzięki portalowi trnd.pl i nie ma to wpływu na moją recenzję.


Cała seria jest przeznaczona do włosów suchych i zniszczonych, poza fenomenalnym działaniem odżywki, po stosowaniu wyłącznie pozostałych trzech kosmetyków nie zauważyłam spektakularnego poprawienia kondycji moich włosów. Uważam, że każda z Was powinna skonfrontować legendy i wszystkie zachwyty na temat tej marki na własnych włosach. Moje włosy bardzo polubiły się z odżywką, dlatego zapewne zakupie kolejne jej opakowanie, a szampon i 3 Minute Miracle Reconstructor zużyje moja mama, nad losem sprayu jeszcze pomyślę ;)


A Wy używałyście kosmetyków do włosów marki Aussie ?

Jakie są Wasze wrażenia i spostrzeżenia ? 



Pozdrawiam, 







,

niedziela, 15 czerwca 2014

MASŁO DO CIAŁA ANTI-AGE ORGANIQUE

Witam Was :)


Dzisiaj zapraszam na recenzję masła do ciała Anti-Age od Organique, które jest HITEM ORGANIQUE oraz lżejszą wersją TEJ, o której już kiedyś pisałam :) Przeznaczone jest do regeneracji, uelastyczniania skóry suchej oraz posiada właściwości odmładzające dzięki olejowi arganowemu, winogronowemu i ekstraktowi z perły. 
Zapraszam!




Od producenta : 

Regenerujące masło do ciała o pięknym zapachu soczystych winogron zostało stworzone zmyślą o intensywnej pielęgnacji suchej i potrzebującej wzmocnienia skóry. Baza kosmetyku oparta jest na odżywczych i uelastyczniających właściwościach masła shea, masła kakaowego i oleju winogronowego. Wzbogacone odmładzającym olejem arganowym oraz unikalnym kompleksem COLHIBIN pobudza syntezę kolagenu w skórze, działając przeciwstarzeniowo i wygładzająco. Masło wzmacnia barierę ochronną skóry, zabezpieczając ją przed czynnikami zewnętrznymi i atakiem wolnych rodników. Po zastosowaniu skóra staje się elastyczna, gładka, długotrwale pachnąca i wyraźnie piękniejsza.


Opakowanie : 

Odkręcany, okrągły, aluminiowy, srebrny pojemnik z aluminiową zakrętką, na której znajduje się naklejka ze wszystkimi informacjami dotyczącymi produktu. Uwielbiam Organique za nie, poniwaz są idealne, żeby zabrać je w podróż ze względu za swoją lekkość. Pojemność to 150 ml.


Konsystencja i kolor : 

Konsystencja jest lżejsza od TEJ WERSJI masła, lecz nie mniej nawilżająca i odżywcza. W dalszym ciągu gęsta(nie spływająca), ale po jej dotknięciu mam wrażenie, jakby dotykała chmurki. Rozsmarowuje się bardzo dobrze, nie smuży, wchłania się błyskawicznie, a co jest plusem nie pozostawia zbędnej warstwy, dlatego ta wersja idealnie nadaje się do używania po porannym prysznicu i chcemy od razu założyć na siebie ubranie.  Masło jest w śnieżnobiałym kolorze.




Skład : 



Zapach : 

Tak, jak w poprzedniej wersji. Gdy rozsmarowuje na ciele to masło mam wrażenie, jakbym wyszła o poranku na taras i powąchała soczyste, świeżutkie i jeszcze pokryte rosą winogrona. 


Wydajność : 

Bardzo dobra! Niewielka ilość produkty wystarczy, aby nawilżyć się od stóp do głów :)


Cena : 38 zł 

Dostępność : Zielona Mydlarniasalony firmowe Organique, internet




Działanie : 

To masło jest moim ulubieńcem, jeśli chodzi o nawilżenie po porannym prysznicu. Nie dość, że zapach słodkich winogron pobudza do działania, produkt wchłania się błyskawicznie, to jeszcze nie pozostawia tłustej, klejącej warstwy, a jedynie miękką, gładką, elastyczną, odżywioną i pachnącą skórę, na którą od razu można założyć ubranie. Ochy i Achy będę pisać o tym zapachu, który razem z kolonialnym są moimi ukochanymi zapachami Organique! A w dodatku utrzymuje się na ciele kilka, dobrych godzin i nawet zdarzyło mi się, że ludzie w autobusie zaczepiali mnie i pytali co tak pięknie pachnie :) 




A Wy używałyście masła do ciała Anti-Age od Organique? 
Jeśli nie, to macie czego żałować! Kiedyś w ogóle nie wiedziałam o ich istnieniu, a teraz nie wyobrażam sobie bez nich mojej pielęgnacji ciała! 


Pozdrawiam, 




czwartek, 12 czerwca 2014

RÓŻOWE KIWI ? ;)

Witam Was :)


Dzisiaj chcę Was zaprosić na recenzję lakieru, który otrzymałam na Beauty Lunchu od firmy Smart Girls Get More. Pierwszy raz spotkałam się z tą marką i muszę przyznać, że jej kosmetyki przypadły mi do gustu, ale nie rozpisując się zaczynajmy! :)




Seria, z której pochodzi lakier to Delicious Pastels i jest ona przeznaczona na sezon wiosna/lato 2014. Zawiera ona 10 lakierów : 5 kremowych pasteli oraz 5 pasteli w wersji marmurkowej. Mój jest oznaczony numerkiem 106 i pochodzi właśnie z rodzinki marmurków. Jest to zimny róż z lekką domieszką fioletu i czarnymi drobinkami. 





Lakier zamknięty jest w szklanej, kwadratowej buteleczce z czarną zakrętką. Co najważniejsze, to odcień lakieru, który uzyskujemy na paznokciach jest identyczny, jak w opakowaniu. Pędzelek jest według mnie specyficzny, ponieważ jest dość długi, średniej szerokości i zakończony jest ukośnie. Ten rodzaj pędzelka nie jest moim ulubieńcem, ale też utrudnia malowania. Wolę jednak krótkie i szerokie łopatki, które pozwalają mi w 1-3 ruchach pomalować całą płytkę paznokcia. W tym przypadku, aby ładnie pokryć paznokieć lakierem potrzebowałam co najmniej 5 pociągnięć. 




Co jest ogromną zmorą lakierów pastelowych ? Smugi. Lecz w tym wypadku nic takiego nie ma miejsca. Lakier jest kremowy, ma odpowiednią konsystencję(nie za rzadki, aby rozlewał się po skórkach, ale też nie za gęsty). Brak smug widać przede wszystkim, gdy chcemy dodatkowo pociągnąć paznokcie matującym topem(w moim przypadku jest to Lovely Matte Top Coat). Za to ogromny plus!



Jeśli chodzi o warstwy, to do pełnego krycia potrzeba 2 cienkich warstw, na upartego wystarczyłaby też 1 grubsza, ale ja jednak wolę pierwszą metodę :) Podoba mi się również połysk jaki daje lakier, nawet po jednej warstwie. Wysycha też w szybkim tempie. Pierwsza, cienka warstwa była już sucha po ok. 4 minutach.


Jeśli chodzi o trwałość, to jestem z niej bardzo zadowolona. Lakier samodzielnie wytrzymuje na moich paznokciach ok. 4-5 dni, top coat Quick Dry z Golden Rose dodaję mu kolejny dzień żywotności, natomiast z matującym top coatem lakier daje radę przez 3 dni. Co jest dodatkowym plusem, lakier ściera się na końcówkach i (jeśli mam dłuższe paznokcie) to minimalnie, miejscowo odpryskuje, lecz przy długości jaką mam obecnie, lakier ściera się na końcówkach i po tych 4-5 dniach i tak muszę go zmyć, bo moje paznokcie bardzo szybko rosną i zwyczajnie nie wygląda to estetycznie. 



Jedyny minus, jaki widzę w produktach tej firmy to dostępność. Jak wspominałam, nigdy wcześniej się z nimi nie spotkałam. Podobno można je kupić w sklepach Textil Market, lecz w moim mieście takowego sklepu nie ma i nie mam możliwości, aby sprawdzić tą informację.



A Wy znacie firmę Smart Girls Get More ? :) 

Używałyście kosmetyków tej marki ?

Pozdrawiam, 



wtorek, 10 czerwca 2014

♥ 2 urodziny BLOGA !!! ♥

Witam Was :) 


10 czerwca to szczególny dzień dla mojego BLOGA! 

Dokładnie 2 lata temu, 10 czerwca założyłam bloga i umieściłam na nim mój pierwszy wpis, czyli dzisiaj mój blog obchodzi ....


♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥  2 urodzinki !!! ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥



Dziękuję za WSZYSTKIE komentarze ! :) te miłe i te nie też :P
Dziękuję za chwalenie mnie, ale i też doprowadzania mnie to pionu :)
Dziękuję wszystkim poznanym blogerkom za przyjęcie mnie z otwartymi ramionami do Waszego(i już Naszego) grona :)
Dziękuję za poznanie Moich Księżniczek ♥
Dziękuję wszystkim obserwatorom- im więcej Was, tym lepiej! Wiem, że lubicie mnie, mój styl pisania, moje postrzeganie świata, moje recenzję, moje wariacje :) 



A teraz trochę statystyk na dzień 10 czerwca 2014 : 

Liczba obserwatorów : 190 (czyli o 119 osób więcej, niż rok temu)
Liczba wyświetleń bloga37,001 (czyli o 27626 wyświetleń więcej, niż rok temu)
Liczba postów : 161 (czyli o 99 więcej, niż rok temu)

Liczba komentarzy1806 (czyli o 1319 komentarzy więcej, niż rok temu) 

Post z największą liczbą wyświetleń :
 Test Me Too (czyli dokładnie ten sam, co rok temu ;)


Ale największym zaskoczeniem był fakt, iż to Panowie częściej odwiedzają mojego bloga :D 






A z tej okazji, już niedługo będę miała dla Was mały prezent, także zaglądajcie tutaj :) 

Pozdrawiam, 


poniedziałek, 9 czerwca 2014

PIANKA DO MYCIA CIAŁA ORGANIQUE W WERSJI KOLONIALNEJ

Witam Was :) 


Dzisiaj zapraszam na recenzję produktu, do którego na początku podchodziłam raczej sceptycznie, ale w miarę używania zakochałam się w nim, a raczej w niej, bo mowa o PIANCE DO MYCIA CIAŁA OD ORGANIQUE W WERSJI KOLONIALNEJ. Zapraszam! :)






Od producenta : 

Pianki do mycia ciała to produkt wyjątkowo delikatny, przeznaczony do wszystkich rodzajów skóry. Intensywnie nawilżają i pielęgnują skórę (dzięki zawartości gliceryny organicznej powyżej 30%), a przyjemne zapachy na długo pozostają na jedwabiście gładkiej skórze. 

Opakowanie : 

Odkręcany, plastikowy, okrągły pojemnik. Zakrętka aluminiowa i srebrna, a spód przezroczysty, więc nawet bez otwierania wiemy ile produktu pozostało w środku. Opakowanie jest wygodne, nawet gdy miałam mokre dłonie, to bez problemu dało się je odkręcić i zakręcić. Ja posiadam piankę o pojemności 100 ml.


Konsystencja i kolor : 

Produkt jest w formie pianki, delikatnego musu, który bezproblemowo rozsmarowuje się na ciele. Natomiast, jeśli chodzi o kolor to jest wprost idealny na wakacje! Kojarzy mi się z turkusowym oceanem lub smakowitymi drinkami. 



Skład : 



Zapach : 

Zapach wersji kolonialnej jest zdecydowanie specyficzny, bardziej męski, niż damski,  lecz świeży, pobudzający, elegancki i bardzo zachęcający. Zarówno ja, jak i mój chłopak uwielbiamy ten aromat :) 

Wydajność : 

Wbrew pozorom jest to dość wydajny produkt. Nie znika w bardzo szybkim tempie, ale zużywa się jednak o wiele szybciej, niż standardowy żel pod prysznic. Mnie na umycie całego ciała, wystarczyła ilość taka, jaka zmieści się na małej łyżeczce. 



Cena : ok. 15 zł

Dostępność : Zielona Mydlarniasalony firmowe Organique, internet

Działanie

Produkt swoją konsystencją i zapachem zdecydowanie zachęca do używania go. Po wyjęciu z opakowania odpowiedniej ilości i rozsmarowania produktu na ciele wyglądamy, jak smerf :D Pianka idealnie rozprowadza się na ciele, minimalnie się pieniąc. Nie ma problemu ze spłukaniem jej, nie brudzi również wanny. Po wyjściu spod prysznica skóra jest gładka, miękka, elastyczna i przede wszystkim pięknie pachnie! Zapach na skórze nie jest, aż tak intensywny jak w opakowaniu, ale jest dobrze wyczuwalny. Utrzymuje się do ok. 2 godzin, ale gdy zaraz po umyciu założę na siebie koszulkę, to ona przesiąka subtelnie kolonialnym aromatem. Nie zaobserwowałam podrażnień czy wysuszonej skóry. Na pewno skuszę się na kolejne opakowanie pianki o tym zapachu, ale zaopatrzę się też w inne wersje, bo produkt bardzo przypadł mi do gustu. 


A Wy lubicie takie umilacze w łazience czy jednak stawiacie na standardowe żele pod prysznic ? :) 

Pozdrawiam, 


niedziela, 8 czerwca 2014

MAJ MIX

Witam Was :) 

Dzisiaj zapraszam na post z nowej serii na moim blogu :) Oglądam na Waszych blogach te notki i bardzo mi się one spodobały, a że na instagram zdjęcia wrzucam kilka razy w tygodniu, to post zdjęciowy jest dla mnie niesamowitą przyjemnością, bo mogę podzielić się z Wami moją codziennością! Nie przeciągając, co miesiąc będą pojawiać się notki MOBILE MIX, a dzisiaj wrzucam MIX zdjęć z MAJA i leciutko zahaczonego CZERWCA :) 


Maj to zdecydowanie udany miesiąc pod względem moich wygranych na różnych portalach :)

1 - zostałam wylosowana na wizażu do testów serum Hydrain 3 Hialuro firmy Dermedic
2, 3, 4- a na portalu trnd.pl załapałam się do testów marki Aussie 
5- udało mi się wygrać w konkursie 6 Godzin 6 Marek organizowanym przez BeGlossy na ich fb
6- a na fb CrazyBubble wygrałam darmowe bubble tea oraz mały kubek wypełniony żelkami i kulkami :)




Wraz z dzieciakami w maju byliśmy dwa razy w kinie :)

7 - na Dzień Dziecka wybraliśmy się na Pan Peabody i Sherman - polecam, bo to świetna bajka! Zarówno śmieszna, ale i edukacyjna :) - bilety na ten seans też udało mi się wygrać :P
8, 9 - nie mogliśmy odpuścić też wypadu na Rio 2 
10 - Nasz Mały Celebryta na pudełku popcornu w Cinema City - udało nam się to dzięki wygranej w konkursie Bohater To Ja! :)




Selfie musi być! :) 

11- pokręcone włosy metodą Panny Joanny, czyli na kawałki materiału 
12 - selfie w Multikinie zawsze spoko! :)




Musiałam też uwieczniać jedzonko! :) 

13- takie śniadanka to ja lubię - chlebek by mama, twarożek i rzodkiewka 
14, 15 - faza na ziemniaka
16 - rybka z czosnkiem i ziołami oraz sałatka z pomidora i cebuli w jogurcie naturalnym
17 - kolacja dla mojego mężczyzny ♥
18 - ciasto truskawkowe :D


Napoje też są ważne, więc ...

19 - bidon z Rossmanna :) całe 9,99 zł a tyle szczęścia :) Idealny gadżet na te upały
20 - kawusia z pianką była umilaczem, gdy padało


Czas na spotkanie i małe DIY też się znalazł 

21 - Beauty Lunch w Katowicach - najlepsze spotkanie EVER! a relacja tutaj <---
22 - DIY w toku, a efektem jest nowy naszyjnik i bransoletka 



Ale maj to przede wszystkim : 

23 - koszulki z super napisem : I know You Like ME! :D
24 - wycieczki rowerowe, uśmiech Konradka ...
25 - i Laćka, podczas chillowania na balkonie
26 - ale były też dni, kiedy to mogliśmy się wyspać do południa! :)




W maju również zakupy musiały się trafić :)

27 - zakupy z Emipka, gdzie teraz na różne gadżety jest 50 % przeceny, torebka z JellyShopu, H&M i Sinsay oraz Yves Rocher :)
28 - buty z Reala, tęczowy naszyjnik z Carry za 9,99 zł i przeceniona o 50 % biżuteria z SuperPharm( 3 pary kolczyków za 2,49 zł i łańcuch za 4,99 zl)


Mam nadzieję, że spodobają Wam się takie posty :) 
A jeśli chcecie mnie śledzić na bieżąco, to zapraszam na mój INSTAGRAM :) 

Pozdrawiam,